Thursday, July 12, 2007

rzecz nabyta

Jedna godzina, a tak wymowna.

Alakad
Ewuniu, ważne jest to, żebyś miała satysfakcję z tego co robisz , przyjemność
ja
pomiędzy satysfakcją, a jej brakiem jest jeszcze parę stanów pośrednich, zadowolę się jednym z nich
Alakad
nie bądź minimalistka
ja
nie mam tupetu, za grosz pewności siebie, talentu - tacy ludzie są minimalistami
ja
poza tym trzeba wypracować sobie to minimum, a potem na jego podstawie budować coś większego. za wcześnie o tym myśleć
Alakad
minimalistą jest sie wtedy, gdy samemu sie zrezygnuje, zasłaniając sie tym, o czym mówisz
---
Winamalka
...ale to napiszę jedno... chyba nie umiałam zaakceptować tego, że byłaś inna
"inność rodzi złość, dobre słowa

Nie, nie zapominam nigdy. Czasem tylko nie chcę pamiętać i szukam akceptacji. Ale nieświadomie. Stąd to wszystko... Jak mogłam nie zauważyć, że poddaję się temu, czego najbardziej chciałam uniknąć? Ironia losu...

Monday, July 09, 2007

sesjaaa! tyg. 3 i 4

Pierwszy tydzień sesji właściwej. 11 czerwca. Fonetyka. I poczucie, że najgorsze właśnie następuje, i że lepiej się już pośmiać, niż mękolić. Chyba ze spokojem przyjęliśmy wyrok, który wiele godzin później wcale nie okazał się skazującym. Miły to dzień był, w dobrym towarzystwie. Szkoda tylko, że marny ze mnie przyjaciel. Że słów tak niewiele i żadnej pomocy wydobyć z siebie nie zdołałam.
18 czerwca. Praktyczna Nauka Języka Angielskiego. Pisemny. Obszerne teścisko z elementami żywcem skserowanymi z książek albo misternie układanymi przez całość naszej 6 (chyba)-osobowej kadry prowadzącej. Nawet, nawet przystępnie to wyglądało... I bezbłędnie można było rozpoznać, kto w czym maczał palce! A po wszystkim - od apogeum strachu do apogeum jakmisięnicniechcestwa przed ustnym. I ani się tu uczyć - bo czego? I ani tu wyjść na spacer - bo w deszcz?
19 czerwca. Praktyczna Nauka Języka Angielskiego. Ustny. Przygotowania by nabyć jako takiej płynności w wysławianiu się uznałyśmy z Asią za udane i nawet złowróżbna parówka spadająca z nieba (nie wiem: co, dlaczego, jakim cudem?) nie wyprowadziła nas z transu "English only". Sam egzamin przebiegał sprawnie, z przepisowym opóźnieniem i dr O. opuszczającą salę w równych odstępach czasowych, by dopełnić zapasy kofeinowego nektaru uzależnionych. Rozmowa dr O. z mgr D. na temat wyższości szanownego Chomsky'ego nad szanownym kimśtam skłoniła mnie do przypuszczenia, że jeśli nawet nie rozpytają mnie o infrastrukturę Rzeszowa, to o językoznawstwo. "Czym się różni podróżnik od wycieczkowicza" trochę odebrało mi mowę. A może to ziewająca dr O.?
A potem... A potem już skakaliśmy na wieść "wszyscy zdali". A jednak można! :)