Monday, July 09, 2007

sesjaaa! tyg. 3 i 4

Pierwszy tydzień sesji właściwej. 11 czerwca. Fonetyka. I poczucie, że najgorsze właśnie następuje, i że lepiej się już pośmiać, niż mękolić. Chyba ze spokojem przyjęliśmy wyrok, który wiele godzin później wcale nie okazał się skazującym. Miły to dzień był, w dobrym towarzystwie. Szkoda tylko, że marny ze mnie przyjaciel. Że słów tak niewiele i żadnej pomocy wydobyć z siebie nie zdołałam.
18 czerwca. Praktyczna Nauka Języka Angielskiego. Pisemny. Obszerne teścisko z elementami żywcem skserowanymi z książek albo misternie układanymi przez całość naszej 6 (chyba)-osobowej kadry prowadzącej. Nawet, nawet przystępnie to wyglądało... I bezbłędnie można było rozpoznać, kto w czym maczał palce! A po wszystkim - od apogeum strachu do apogeum jakmisięnicniechcestwa przed ustnym. I ani się tu uczyć - bo czego? I ani tu wyjść na spacer - bo w deszcz?
19 czerwca. Praktyczna Nauka Języka Angielskiego. Ustny. Przygotowania by nabyć jako takiej płynności w wysławianiu się uznałyśmy z Asią za udane i nawet złowróżbna parówka spadająca z nieba (nie wiem: co, dlaczego, jakim cudem?) nie wyprowadziła nas z transu "English only". Sam egzamin przebiegał sprawnie, z przepisowym opóźnieniem i dr O. opuszczającą salę w równych odstępach czasowych, by dopełnić zapasy kofeinowego nektaru uzależnionych. Rozmowa dr O. z mgr D. na temat wyższości szanownego Chomsky'ego nad szanownym kimśtam skłoniła mnie do przypuszczenia, że jeśli nawet nie rozpytają mnie o infrastrukturę Rzeszowa, to o językoznawstwo. "Czym się różni podróżnik od wycieczkowicza" trochę odebrało mi mowę. A może to ziewająca dr O.?
A potem... A potem już skakaliśmy na wieść "wszyscy zdali". A jednak można! :)

0 Comments:

Post a Comment

<< Home