I czemuś dzisiaj też tak jakoś na wesoło będzie.
I ziemia się zatrzęsła, i głosy dzwonków się ozwały, i blady strach padł na wyklętych pradawnym "obyś cudze dzieci uczył". I nastały praktyki.
Wiele by można pisać o klasach 4-6, a jeszcze więcej trzeba by chyba pominąć milczeniem. Bo nie wiem, czy wypada mi wspomnieć, że nie jestem do końca pewna, co łepek z 6d krzyknął - "ale lole" czy "ja pier***e". Ale cóż, każdemu, kto siedzi samotnie w pierwszej ławce i ledwie wie, gdzie jest (bo po co - chyba nie za bardzo) - każdemu może się wyrwać jakiś apel do świata zewnętrznego.
Szóstoklasiści. Mam takich dwóch, jakże ulubionych, którzy wierzą święcie, że jestem ich starszą kumpelą. I tak słucham tych pytań natrętnych: komu kibicuję; czy chodzę na mecze; co sądzę o dyrektorze i nauczycielkach ("tamta to jest zeschizowana, nie, proszę panią?"); czy biorę keratynę na klatę; czy jeden drugiemu może wydłubać oczy i wsadzić do słoika, etc. I tylko tak siedzę i zgroza mnie dopada, kiedy mi na groźbę kartkówki odpowiadają ochoczo, że podpalą mi dom. Bo tak luzacko na lekcji jest.
Czwartoklasiści. Tu obłęd ma inny wymiar. Już dawno Asia złowróżbnie opowiadała, jak to maluchy pytają, czy można podkreślić temat, a jeśli tak, to czy na zielono/różowo/niebiesko i aż w nieskończoność. Tak rzeczywiście jest! Ba, żeby tylko o subject chodziło! "Lesson (pisownia i wymowa dla nich jednaka :) ) pani nie napisała, lesson trzeba u góry na pisać, proszę panią." I parę innych rzeczy, które wrzucę chyba za kilka dni, bo katar wpływa ujemnie na moją pamięć.
Na korytarzu można wpaść na dziecko, zostać uderzonym dzieckiem, potknąć się o dziecko, dziecko może na Ciebie spaść z góry, bądź dopaść z boku, można ulec poparzeniu (w skutek oblania się własną kawą). Ale bywają i miłe sytuacje. Taka kolejka pod sklepikiem, na ten przykład. Łepek orientuje się, że stoję (pół metra większa) za nim, łapie kolegę za fraki i ustępuje mi miejsca w słowach "chodź, chamie!"
I tyle na dziś opowieści z podstawówki. Praktykantka musi się wyspać przed 7 godzinnym dniem hospitowania.
Tak na zakończenie zakończenia - jest nas piątka, więc bywa wesoło. Te herbaty, kawy, pączki... ;]
Wiele by można pisać o klasach 4-6, a jeszcze więcej trzeba by chyba pominąć milczeniem. Bo nie wiem, czy wypada mi wspomnieć, że nie jestem do końca pewna, co łepek z 6d krzyknął - "ale lole" czy "ja pier***e". Ale cóż, każdemu, kto siedzi samotnie w pierwszej ławce i ledwie wie, gdzie jest (bo po co - chyba nie za bardzo) - każdemu może się wyrwać jakiś apel do świata zewnętrznego.
Szóstoklasiści. Mam takich dwóch, jakże ulubionych, którzy wierzą święcie, że jestem ich starszą kumpelą. I tak słucham tych pytań natrętnych: komu kibicuję; czy chodzę na mecze; co sądzę o dyrektorze i nauczycielkach ("tamta to jest zeschizowana, nie, proszę panią?"); czy biorę keratynę na klatę; czy jeden drugiemu może wydłubać oczy i wsadzić do słoika, etc. I tylko tak siedzę i zgroza mnie dopada, kiedy mi na groźbę kartkówki odpowiadają ochoczo, że podpalą mi dom. Bo tak luzacko na lekcji jest.
Czwartoklasiści. Tu obłęd ma inny wymiar. Już dawno Asia złowróżbnie opowiadała, jak to maluchy pytają, czy można podkreślić temat, a jeśli tak, to czy na zielono/różowo/niebiesko i aż w nieskończoność. Tak rzeczywiście jest! Ba, żeby tylko o subject chodziło! "Lesson (pisownia i wymowa dla nich jednaka :) ) pani nie napisała, lesson trzeba u góry na pisać, proszę panią." I parę innych rzeczy, które wrzucę chyba za kilka dni, bo katar wpływa ujemnie na moją pamięć.
Na korytarzu można wpaść na dziecko, zostać uderzonym dzieckiem, potknąć się o dziecko, dziecko może na Ciebie spaść z góry, bądź dopaść z boku, można ulec poparzeniu (w skutek oblania się własną kawą). Ale bywają i miłe sytuacje. Taka kolejka pod sklepikiem, na ten przykład. Łepek orientuje się, że stoję (pół metra większa) za nim, łapie kolegę za fraki i ustępuje mi miejsca w słowach "chodź, chamie!"
I tyle na dziś opowieści z podstawówki. Praktykantka musi się wyspać przed 7 godzinnym dniem hospitowania.
Tak na zakończenie zakończenia - jest nas piątka, więc bywa wesoło. Te herbaty, kawy, pączki... ;]

3 Comments:
Tak, tak, a zwłaszcza wpaśc na dziecko i potknąć sie o dziecko. Dzis tego doswiadczyłam ;-)
Jak mogłaś umieścić zdjęcie z tym paskudnym mną. A fe! Usuń je. Dam Ci jakieś lepsze :P
U mnie dzisiaj na lekcji panienki gadały o jakimś łysym blondynie -_-' Coś mi się tutaj nie zgadza...
Już cenzuruję, przepraszam :)
Post a Comment
<< Home